Wywiad

Opublikowano: 22 stycznia 2012 o godz: 12.40

„Specyficzna medytacja” – wywiad z Mariuszem Dudą z Lunatic Soul

Więcej wpisów »
Dodany przez: Agnieszka Siołek
Tagi: , , ,
Mariusz Duda

O najnowszym albumie „Impressions”, filozofii własnego ego, muzycznym kinie drogi i specyficznej medytacji opowiedział Mariusz Duda – muzyk, wokalista i kompozytor, twórca solowego projektu Lunatic Soul oraz  lider zespołu Riverside.

Z Mariuszem Dudą rozmawiała Agnieszka Siołek.

Porozmawiajmy o twoim nowym albumie „Impressions”. Czy mógłbyś powiedzieć, jak powstała ta płyta?

Właściwie to powstała przez przypadek. Pierwotnie miała być podzielona na pół i dodana w formie bonusowych płyt do wznowień czarnego i białego albumu, ale wspólnie z dżentelmenami z wytwórni Kscope – w której płyta się ukazała – stwierdziliśmy, że chyba lepiej będzie wydać ją jako oddzielne, pełnoprawne wydawnictwo. Utwory na tzw. bonusowych płytach giną w tłumie, a tak jest szansa na dotarcie do większej ilości słuchaczy.

W jednym z wywiadów czytałam, że „Impressions” jest suplementem i uzupełnieniem twoich poprzednich solowych krążków i niejako stanowi rozwinięcie pewnego tematu. Czy w takim razie „Impressions” wyczerpuje źródło i zamyka muzyczny rozdział?

Ta płyta zamyka kolejny rozdział moich muzycznych prób i błędów, tak. Tym razem nazwałbym go takim ascetyczno-orientalno-melancholijno-transowym. Ale źródła nie wyczerpuje, bo ze stylem Lunatic Soul mam zamiar jeszcze na kolejnych płytach poeksperymentować.

Jakie są według ciebie główne różnice między tym albumem, a czarno–białym dyptykiem?

„Impressions” jest najspokojniejsze i chyba najlepiej nadaje się do zasypiania (śmiech). A tak poważnie to oprócz instrumentalnego charakteru i sposobu przedstawienia kompozycji najbardziej przypominającego ścieżkę dźwiękową,  jest chyba paradoksalnie najbardziej przystępnym albumem Lunatic Soul. Pierwsza płyta była raczej mroczna i najlepiej nadawała się do słuchania nocą, płyta biała była najbardziej niepokojąca i niespokojna i lepiej wychodził jej odbiór za dnia. „Impressions”, tak sobie myślę,  może chyba lecieć o każdej porze dnia i nocy i to nawet w całości.

Słuchając najnowszej płyty, odniosłam nieodparte wrażenie, iż opowiadasz nam historię, tworzysz muzycznie zwartą fabułę, że każdy kolejny utwór jest wynikiem wcześniejszego i jego muzycznym rozwinięciem. Nie ma tutaj przypadku i nieprzemyślanych „zagrań”. Czy jest to koncept album?

Tak się właśnie zastanawiam, czy nie czas nagrać w końcu zwykłej płyty z piosenkami. Ot, zbiór opowiadań, każda historia inna, itd. Niestety chyba jestem skażony trochę tym, że lubię, kiedy płyty słucha się od początku do końca, a historia na albumie stanowi całość. Jak widzisz nawet wtedy, gdy mam wydać płytę z rzekomymi odrzutami, wychodzi mi nieświadomy koncept (śmiech). Ale może wynika to stąd, że miała to być ścieżka dźwiękowa do już wcześniej opowiedzianej historii, i po części tak jest. Utwory te najlepiej byłoby umieścić gdzieś pomiędzy poszczególnymi kompozycjami czarnej i białej płyty. Zresztą pierwotnie miały być nawet tytuły ułatwiające wyobrażenie, gdzie mogłyby się znaleźć na tych płytach. Przykładowo „Impression III” wiąże się z tekstem do utworu ‘Summerland”, bo jego trzy części nazywały się kolejno „Emptiness”, ”Waiting Room”, ”Black Procession”. „Impression V” zaś związany jest z „Escape from ParadIce” z dwójki. Miło mi więc, kiedy słyszę, że nie ma tu nieprzemyślanych zagrań, bo rzeczywiście starałem się umieścić na tej płycie głównie konkretne utwory nawiązujące do całej historii, dzięki czemu płyta sama w sobie brzmi rzeczywiście jak koncept album.

W twoich projektach wybrzmiewa potężny ładunek emocji, który oscyluje wokół określonych stanów uczuć, ducha i umysłu. Uważam, iż w tym kontekście „Impressions” ma łagodniejszą wymowę, niż twoje wcześniejsze solowe projekty. Równowaga i harmonia, subtelność i stonowanie stanowią o sile tego albumu. Jest to zamierzony efekt wynikający z muzycznej fabuły? Czy może stanowi on o wejściu na inny poziom muzycznej wrażliwości?

Rzeczywiście starałem się unikać dźwięków, które mogłyby zakłócić nazwijmy to – specyficzną medytację. Z jednej strony wahałem się, czy płyta najzwyczajniej w świecie nie okaże się zbyt nudna, z drugiej – miałem dużą frajdę podczas tworzenia, bo jeszcze takiej wyciszonej płyty nie nagrałem nigdy. Chciałem przede wszystkim pozostawić miejsce dla obrazów w głowie. Skoro miała to być ścieżka dźwiękowa do filmu musiałem być konsekwentny i zachować pokorę przy ilościach ścieżek i dogrywek.

Zastanawiam się, kim jest bohater twoich muzycznych opowieści. Opowiedz o nim.

To kolejny bezimienny, który jak wszyscy bohaterowie moich płyt wędrują sobie szukając swojego miejsca w swoim czasie. Na pierwszych płytach Lunatic Soul przedstawiłem chyba esencję tego, co jest dla mnie w życiu najważniejsze i co pojawia się w moich tekstach. Wspomniane poszukiwanie swojego miejsca i pozostawianie po sobie śladów, stosunek do czasu i przemijania. Taka tam chałupnicza filozofia własnego ego. Ale pozwala mi przetrwać. Takie moje muzyczne kino drogi w poszukiwaniu szczęścia. Woody Allen powiedział kiedyś, że gdy jest w Nowym Jorku to tęskni za Europą, a kiedy jest w Europie tęskni za Nowym Jorkiem. I nigdy do końca nie jest szczęśliwy. To coś jak z moim bohaterem. Płyty Lunatic Soul opowiadają o tym, co się dzieje po śmierci, ale tak naprawdę zadają pytanie – czy jesteś szczęśliwy w życiu i czy znalazłeś to, czego szukałeś.

Skąd wypływa źródło twojej inspiracji?

Z potrzeby nowych bodźców. Z audiowizualnych gadżetów, którymi zaczynam być już trochę zmęczony i przytłoczony. Z tych dobrych i złych chwil w moim życiu. Z chwilowych uniesień. Z ilości śniegu za oknem.

Czujesz się spełniony jako muzyk? Jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć?

Och nie, nie czuję się spełniony. Jeszcze długa droga przede mną. Wiem, że muszę być konsekwentny i po prostu robić swoje, może wtedy uda mi się nagrać coś w stylu własnego opus magnum i poczuć namiastkę muzycznego spełnienia.

Istnieje szansa, że doczekamy się koncertów promujących twoje najnowsze wydawnictwo?

Prędzej czy później na pewno to nastąpi, ale na razie muszę stworzyć repertuar na tyle bogaty, żeby nie mieć problemów z doborem setlisty, więc jeszcze chwilę cierpliwości.

Dziękuję za rozmowę.






online poker
 
 

 
 

Ostatnia część jubileuszowej trasy Riverside

Riverside rozpoczyna ostatnią część trasy podsumowującej 10-lecie istnienia zespołu. Początek muzycznej podróży datowany jest na 11 listopada i będzie miał miejsce w Dreźnie.Tym razem muzycy zagrają koncerty w Niem...
Autor Agnieszka Siołek
0

 
 
 

Ruszyła sprzedaż „Impressions” Lunatic Soul!

Najnowszy album Lunatic Soul – nowego projektu Mariusza Dudy, muzyka znanego z Riverside jest już dostępny w sprzedaży. Płyta zatytułowana „Impressions” pojawiła się w formacie CD, MP3 oraz w wersji winylowej. Osie...
Autor Aleksandra Wilk
0

 
 
Amorphis

Listopad w Progresji

Jak sama Progresja twierdzi ,zapowiada się najciekawszy miesiąc tej jesieni. Gwiazd zagranicznych w listopadzie ma być na pęczki a muzyka na najwyższym światowym poziomie. Pojawią się trahmetalowi weterani z Hirax i As...
Autor Monika Trinity Matura
0

 




2 Komentarze


  1. Wiola

    Uwielbiam Dudę. przyszłosc należy do niego jeśli konsekwentnie będzie realizował swoje cele. Jest bardzo oryginalnym i wrażliwym artystą z ogromnymi mozliwościami, które dopiero sie rozwijają.


  2. K

    Ogólnie bardzo dobra płyta :) Tak to prawda z płyty wybrzmiewa potężny ładunek emocji, który oscyluje wokół określonych stanów uczuć, ducha i umysłu, niektórzy nazywają to miłością, zapewne ów bezimienny będzie szczęśliwy jak odkryje (…?…) sprawia, że czuje radość
    w sercu :) Powodzenia



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>